Prawdziwy „wilk morski” musi mieć świadomość tego, że pomimo ogromu zalet wynikających z pływania po wodach jest to zajęcie, które również jest obwarowane niebezpieczeństwem. Warto mieć umiejętności, które pozwalają na uratowanie się z niełatwych opresji, które mogą towarzyszyć każdemu pływakowi. Trzeba pamiętać, że należy wykorzystywać technologię w taki sposób, aby zwiększyć swoje szanse na jakikolwiek kontakt, by można było udzielić nam ewentualnej pomocy. W jaki sposób to zrobić? Postanowiliśmy to dokładnie sprawdzić.
Wzywanie pomocy
Częstym błędem, który pojawia się wśród żeglarzy jest to, że czują się kompletnie wolni i odcięci od świata. Należy mieć świadomość, że na wodzie nie jesteśmy sami i warto, by komunikaty radiowe były na tyle wartościowe, by pomagały innym w unikaniu problemów, a zarazem dobremu doradzaniu w kwestiach dotyczących pływania po wodach. Distress alert to właśnie jeden z sygnałów oznaczających wezwanie pomocy, który jest stosowany na całym świecie.
Znajomość sprzętu
Warto wcześniej przejść stosowne kursy, zanim wypłyniemy, ponieważ jest to tak, jak z prawem jazdy – to dokumenty będące certyfikatem pozwalającym na pływanie po wodzie. Alfabet radiowy nie jest tak trudny, jak mogłoby się to wydawać, ale można się go jak najbardziej nauczyć na kursach i korzystając z doświadczenia innych „wilków morskich”. Wyruszając w rejs, warto dowiedzieć się o nim więcej, np. na stronie FairWinds, gdyż bezpieczeństwo żeglugi jest nadrzędne i nie można o nim zapominać.

